Jak współpracować z blogerami?

Ponad rok temu kilkoro blogerów postanowiło uregulować relacje między blogerami a firmami PR i marketingowymi, tworząc Kodeks blogerów. Po kilku miesiącach inicjatywa umarła jednak śmiercią naturalną. Tymczasem, po kilkunastu miesiącach sytuacja wcale nie jest dużo lepsza, a może nawet wręcz przeciwnie. Siłę blogosfery docenia coraz więcej firm i część z nich stara się włączyć blogerów do działań promocyjnych. Sytuacja jednak ciągle przypomina bardziej wolną amerykankę niż wolny rynek – nie brak oszustów, także wśród dużych i renomowanych firm. Wiele z nich ciągle nie potrafi współpracować z blogerami na zasadach partnerskich.

Pierwszy strzał w stopę – budyniem w proszku

Na początku stycznia 2006 roku najpopularniejszy polski bloger zamieścił niepochlebny wpis o wyrobach Dr. Oetkera. Notka ta znalazła się bardzo wysoko w wynikach wyszukiwania Google. Dlatego też, po ponad 3 latach od opublikowania tego wpisu, z blogerem skontaktowała się firma zajmująca się PR Dr. Oetkera. Zażądała „usunięcia wpisu z wyników wyszukiwania Google” oraz ocenzurowania wulgaryzmów we wpisie (w tym także zmiany kontrowersyjnego tytułu). Tymczasem, zamiast – zgodnie z sugestią –wprowadzić oczekiwane zmiany, bloger upublicznił cały przebieg komunikacji, tym samym ośmieszając strategię działań PR prowadzonych w imieniu Dr. Oetkera.

Drugi strzał w stopę – ciuchami

Szafiarki to w ostatnich miesiącach prawdziwy przebój, jeśli chodzi o promocję marek i produktów. Można zauważyć, że otrzymują coraz więcej tego typu propozycji – co jednak nie zawsze podoba się ich czytelniczkom:

eri

Pojawiają się także zarzuty o „puszczanie się”.

Zdecydowana część firm nawiązujących z szafiarkami współpracę robi to od początku do końca na jasnych, wspólnie ustalonych zasadach. Jednak pojawiają się i takie sytuacje, jak w przypadku jednego ze sklepu odzieżowych. Blogerki w pełni wywiązały się ze swoich zobowiązań (organizacja konkursu wśród czytelniczek), jednak sklep najwyraźniej miał z tym problemy. Głosy niezadowolonych szafiarek pojawiły się na blogu firmowym outletu, stanowiąc jego wyraźną antyreklamę.

Brak odpowiedzi na wiadomości i nieczytelne zasady otrzymywania wybranych nagród (odzieży z asortymentu sklepu) sprawiły, że nie zaskarbił on sobie sympatii wśród szafiarek.

Trzeci strzał w stopę – aparatem

Coraz częściej firmy chętnie dostarczają blogerom różnego rodzaju produkty do testowania. W zamian za zamieszczanie notek, blogerzy mogą przez określony czas obcować np. z unikatowym sprzętem elektronicznym. I choć nie wszystkim to się podoba, to jednak wielu blogerów chętnie się na to godzi.

W ubiegłym tygodniu z informacji prasowej można było dowiedzieć się, że do wybranych autorów popularnych blogów trafią aparaty fotograficzne. W zamian za testowanie i zamieszczanie regularnych „sprawozdań”, blogerzy będą mogli zatrzymać aparaty. Jednak nie do wszystkich osób wymienionych w informacji aparat faktycznie miał trafić. Z autorką blogu Ulice Warszawy nikt się w tej sprawie nie kontaktował, znalazła się ona na tej liście przez niedopatrzenie. Jej wiadomości kierowane do firmy zajmującej się konkursem i jego reklamą, przyniosły skutek dopiero wówczas, gdy sprawa została nagłośniona na portalu Gazeta.pl.

Jak oszczędzić stopy i efektywnie współpracować z blogerami?

Trudno o jedną słuszną receptę, jednak nawet bazując na powyższych ewidentnych porażkach z punktu widzenia PR, można sporządzić listę wskazanych zachowań.

Przede wszystkim – pamiętaj, że bloger to Twój partner. Nie ktoś, kto ucieszy się z linku w informacji prasowej, nie najmniej ważna osoba w hierarchii, a ktoś, kto jest coraz częściej świadom swoich praw i możliwości. Jasno informuj o warunkach współpracy i przestrzegaj wspólnych ustaleń i szanuj niezależność blogera.

Wszyscy jesteśmy ludźmi i zdarzają nam się błędy. Jednak sztuką jest umiejętność przepraszania za nie i usuwania poczynionych strat. Chowanie głowy w piasek to bardzo krótkoterminowa strategia. Popularny bloger może zdziałać cuda w promocji Twojej marki czy produktu, jednak może również przyczynić się do poważnego kryzysu jej wizerunku.

To zasady, które moim zdaniem są najważniejsze, jednak chętnie dowiem się, co Waszym zdaniem powinno się jeszcze na tej liście znaleźć.


Komentarze

  1. Michał

    Poprawka: samozwańczy najpopularniejszy polski bloger.

    Permalink · 23.11.2009, 10:50
  2. Marta

    @Michał – co masz na myśli? Z tego, co wiem, blogi Kominka mają jedne z najbardziej imponujących statystyk, jeśli chodzi o polską blogosferę. Więc gdzie tu samozwańczość?

    Permalink · 23.11.2009, 11:16
  3. Jarosław Zieliński

    Po prostu nie mówisz sama, że jesteś bohaterem. To inni mogą powiedzieć o tobie.

    Permalink · 23.11.2009, 11:22
  4. Marcin

    chyba że nie jesteś zbyt skromny :)
    Abstrahując od skromności to chyba nie ma znaczenia kto mówi, że jesteś najpopularniejszy jesli liczby wyrażone w UU czy ilości komantarzy to potwierdzają :)

    Permalink · 23.11.2009, 11:28
  5. Jarosław Zieliński

    Jeśli popularność jest mierzona zaistnieniem na Gazeta.pl pierwszej stronie, to z pewnością tak. Na szczęście jest kilkanaście milionów Polaków, które nie zdaje sobie sprawy z jego istnienia.

    Permalink · 23.11.2009, 11:34
  6. Michał

    @Marta

    Mam na myśli przynajmniej dwie rzeczy. Po pierwsze trzy lata temu, kiedy historia z doktorem O miała miejsce, Kominek nie był znany szerszej publiczności. Po drugie obecnie tytułu „najpopularniejszego polskiego blogera” używa(cie) nieco na wyrost. O ile wiem to jego blog na bloksie jest tym zdecydowanie popularniejszym, a w bloksowym rankingu bynajmniej nie jest pierwszy.

    Permalink · 23.11.2009, 11:43
  7. Marta

    @Michał a jakie znaczenie dla meritum ma fakt, czy 3 lata temu Kominek był znanym blogerem, czy nie? Znacznie ważniejsze jest to, jak spozycjonował się jego wpis i jakie to miało dalsze skutki. A odnośnie popularności – przez długi czas Kominek niepodzielnie zajmował dwa pierwsze miejsca w rankingu Bloksa, jednak od pewnego czasu to się zmieniło (co z pewnością nie jest niezwiązane ze zmianą adresu blogów).

    Permalink · 23.11.2009, 11:52
  8. Michał

    @Marta
    Dla meritum sprawy moja uwaga nie ma najmniejszego znaczenia. Poczyniłem ją tylko dla grzesznej i infantylnej przyjemności płynącej z przekucia balonika, który w pocie czoła wspólnie z Kominkiem dmuchacie.

    Permalink · 23.11.2009, 12:23
  9. Marcin

    @Michał – dobre :)

    Permalink · 23.11.2009, 12:49
  10. Mirek Połyniak

    Szkoda, że agencje PR swoje relacje ‘off-line’ przenoszą do Sieci
    reklama na blogach nie polega IMHO na samy cukrowanych wpisach za kasę, bo jak dla mnie pachnie to ‘marketingiem szemranym’, o którym pisząc na swoim blogu pozwoliłem sobie zacytować kodeks etyki Stowarzyszenia Marketingu Szeptanego HONESTY ROI
    http://mirekpolyniak.wordpress.com/2009/03/05/marketing-szemrany/

    dla tych, którzy nie chcą się domyślić ‘honesty’ oznacza po polsku ‘uczciwość’, być może to ostanie słowo nie jest takie ‘trendy’

    Permalink · 23.11.2009, 12:49
  11. Lucia

    Na swoim blogu szafiarskim – nie jakimś popularnym, ale myślę, że rozpoznawalnym nie posiadam ani jednej reklamy i jestem z tego dumna. O ile rozumiem organizację jakiś konkursów dla czytelników, w których każdy ma jasno określony zysk – i ja, i czytelnik i zleceniodawca, o tyle blogi po prostu zawalone reklamami typu ‘wypróbuj nasz dezodorant’, pokazujące tylko i wyłącznie pazerność ich autorów i brak szacunku dla własnych czytelników, najzwyklej w świecie odpychają. Ja sama przestaję po prostu takowe czytać, bo tutaj niestety trzeba zgodzić się z Kominkiem – ktoś, kto zezwala na reklamy na swoim blogu, mając z tego marny, albo i żaden zysk, pozwalający sobą manipulować ‘bo ktoś mi złożył propozycję’, jest po prostu frajerem, bo inaczej się tego nie da nazwać…a co za tym idzie, traci czytelników.

    Permalink · 23.11.2009, 13:02
  12. sharnik

    Michał: Twoja przyjemność jest bardziej infantylna niż Ci się zdaje. Kominek bowiem jest najpopularniejszym blogerem (kryterium: liczba czytelników), obojętnie czy tupiesz nóżką i dodajesz „samozwańczym”, czy nie. :)

    Permalink · 23.11.2009, 13:17
  13. Marta

    @Lucia a skąd wiesz, ile dany bloger zarabia na reklamie? I kto ma dyktować, jakie stawki są dla drugiej osoby godne, a jakie nie? Wreszcie – dlaczego bloger/ka ma nie zarabiać na swojej pracy? Autorzy najpopularniejszych blogów na świecie utrzymują się m.in. z zysków z reklam, czemu więc w Polsce miałoby być inaczej?

    Normalnie, dzień pytań ;).

    Permalink · 23.11.2009, 13:30
  14. mpaulk

    @lucia
    jest roznica pomiedzy reklami (widget, maly boks w bocznej szpalcie), a notkami sponsorowanymi.
    nie masz problemu z prasa czy telewizja? zasada jest podobna – jesli reklama jest wyraznie odzaczona i oddzielona od tekstu, to czemu nie?
    poza tym, internet wcale nie jest darmowy – placisz za dostep do sieci, musisz miec komputer, czasem wykupiona domene. nie widze nic zdroznego w tym, ze na blogach pojawiaja sie reklamy. w koncu to calkiem fajnie – zarabiac na tym, co sie lubi, co sie robi w wolnym czasie. ale w sumie zawodowy bloger tez brzmi dumnie.
    rozumiem jednak, ze ich nadmiar moze odrzucac.

    Permalink · 23.11.2009, 13:39
  15. mpaulk

    errata: nadmiar reklam moze odrzucac.

    Permalink · 23.11.2009, 13:42
  16. Lucia

    @mpaulk
    Jeśli pytasz o telewizję, to jej nie oglądam, do czego wielokrotnie się przyznawałam, natomiast jeśli chodzi o gazety, to nie da się ukryć, że prasa kobieca jest w większości jedną wielką reklamą, a cały magazyn sklejany jest na zasadzie ‘artykuł, reklama, artykuł, reklama’ i czasem może się okazać, że mamy więcej reklam, niż samej treści, jak to było w przypadku super dużego wydania Elle.
    Jeśli chodzi o blogi…no cóż, jestem konserwatystką – piszę, bo lubię i bardzo zależy mi na tym, żeby czytelnicy czuli się u mnie dobrze. Może kiedyś ktoś mnie skusi? Nie wiem, ale na pewno będę rozważała każdą propozycję bardzo rygorystycznie.
    Nie mam nic przeciwko reklamom, które pojawiają się w postach raz na jakiś czas i są faktycznie przemyślane – np. przyjęłam propozycję Cityhell, bo faktycznie ubieram się w ciuchy oferowanych przez nich marek i lubię skandynawskie firmy, więc mogłam je szczerze zarekomendować. To samo chociażby z produktami Fabryki Motyli, które mam w swoim domu. Nie rozumiem natomiast blogów, których autorzy starają się brać udział we wszystkim, co popadnie, nie podchodząc krytycznie do propozycji i korzyści – zarówno dla siebie, jak i swoich czytelników…jak było chociażby z reklamą Garniera i ich ‘nowych, unikalnych dezodorantów, które można otrzymać do testowania’. Ja wiem, że blogi szafiarskie czytają głównie kobiety, ale no nie naginajmy tematu i nie sprzedawajmy się aż tak. Dla mnie, to zachodziło pod wciskanie kitu. Można reklamować aparat – bo robimy nimi zdjęcia, bilety lotnicze – dzięki wygranej możemy polecieć na zakupy w ‘europejskich stolicach’, sklepy internetowe – bo w nich kupujemy…ale dezodoranty? To mało przekonujące i u mnie osobiście wywołuje uśmiech politowania. O ile rozumiem argumenty, że to jest nasz czas i czemu nie mielibyśmy dostawać za niego pieniędzy, o tyle wydaje mi się, że istnieje jakaś, chociaż maleńka granica przyzwoitości. Nie dajmy się zwariować dla kilku groszy, bo jakieś szczególne kokosy to raczej nie są…

    Permalink · 23.11.2009, 14:18
  17. Andrzej

    Dobry tekst. O ile o Kominku słyszałem już od paru lat tak o Szafiarkach wiem dosłownie tygodnie.

    Słuszna uwaga, @Lucia, promowaine lubianych marek to jedno. Ale promowanie marek płacących więcej to drugie.

    Cóż, w Polsce takie pomysły to świeżynki. Kwestia przyzwyczajenia opinii publicznej.

    Permalink · 23.11.2009, 20:13
  18. Jarosław Zieliński

    Nie sądzę, by dyskusja na blogu sieci reklamowej miała w sobie coś z obiektywności. Albo się komuś sprzedaje albo się z nim dyskutuje.

    Permalink · 23.11.2009, 20:15
  19. Piotr Szymczak

    bardzo ciekawa dyskusja, miło poczytać różne opinie na ten sam temat. Co do meritum, jestem przeciwnikiem art sponsorowanych, zwłaszcza że większość z nich nie ma wiele wspólnego ze sponsoringiem a służą jako zaplecze SEO. Ale jestem w stanie zrozumieć że ktoś oznaczając specjalnie art publikuje go u siebie, czego nie zaakceptuję to treści przemycanych do notek. Coś za co bloger dostaje kasę powinno być oznaczone. Kwestia systemów reklamowych rozumie się samo przed się, to samo konkursy w których nagrodą dla czytelnika jest jakiś produkt. Pisząc bloga specjalistycznego, znając swoich czytelników nikt nie strzeli sobie w stopę :)

    Permalink · 23.11.2009, 20:32
  20. Lucia

    @Piotr Szymczak
    Ojj, znalazłoby się trochę takich, którzy sobie strzelili…z resztą, Kominek jasno wszystko wyłożył w swoim tekście, a i chodząc po blogach (jeśli chodzi o mnie, głównie związanych z modą) nie raz trafimy na samobójców liczących tak bardzo na szybki, łatwy zysk, że po prostu przedawkowali…i wcale za dużo znowu nie zyskali na tych swoich widgetach, sponsorowanych postach i nie wiem, co jeszcze. Żeby faktycznie zarobić konkretny pieniądz, trzeba mieć czym handlować, czyli dużą ilość wejść, czytelników itd…a jak się nie ma, to i zysk marny, więc po co zniesmaczyć te garstki, które nas czytają?

    Permalink · 23.11.2009, 23:04
  21. Marcin

    @Jaroslaw Zielinski – Możemy brac udział w reklamie na blogach, możemy i o niej dyskutować. Nie za bardzo rozumiem, co masz na mysli pisząc o obiektywności w tym miejscu? Kazdy ma swój punkt widzenia i o to chodzi.

    Permalink · 24.11.2009, 00:22
  22. Ryfka

    Jako „sprzedajna blogerka” pozwolę sobie zabrać głos :)

    Szczerze podziwiam osoby, które nie zgadzają się na żadne reklamy. Sama nie widzę nic złego w rozsądnym czerpaniu korzyści z blogowania, jednak zgadzam się, że co za dużo, to niezdrowo.

    W zasadzie najbardziej lubię banery, bo uważam je za najmniej inwazyjne – migają sobie z boku, a po określonym czasie znikają bez śladu.

    Jeśli jednak ktoś decyduje się na pisanie postów sponsorowanych, to moim zdaniem absolutnie najważniejsza jest jawność – tekst oznaczony, kawa na ławę, nie robimy czytelników w konia.

    Druga istotna sprawa to dostosowanie reklamy do charakteru bloga. Bez sensu na blogu modowym pisać teksty o ocieplaniu budynków (autentyczny przykład).

    Uważam też, że bloger powinien być wybredny – nie rzucać się na wszystko, co się rusza, tylko wybierać najciekawsze / najkorzystniejsze propozycje. Czasem warto oprzeć się pokusie, bo na dłuższą metę można więcej stracić niż zyskać.

    No i chyba na koniec warto po prostu postawić się na miejscu czytelnika i zastanowić: jak sam zareagowałbym na taki rodzaj reklamy na moim ulubionym blogu?

    Permalink · 24.11.2009, 00:24
  23. Jarosław Zieliński

    Wydaje mi się, że przez jakikolwiek artykuł sponsorowany blog traci swoją tożsamość. Bo jego sensem jest oryginalność, własne spojrzenie. Więc wciskanie blogerom płatnych recenzji to jak dawanie im działki narkotyku – powolna śmierć. Oczywiście to łatwe i pozornie zyskowne, bo ludzie ignorując reklamę złapią się na rekomendację, ale… jak długo?

    Permalink · 24.11.2009, 00:42
  24. Ryfka

    Chodziło mi o artykuły, w których bloger zachowuje prawo do wyrażenia własnej opinii. Rekomendowanie produktów „na życzenie” nawet mnie nie mieści się w głowie :)

    Permalink · 24.11.2009, 00:57
  25. Ilona Patro

    Dobry marketer/pracownik PR nie narzuca blogerowi gotowego artykułu, treści konkursu, ale współtworzy go razem z nim. Zachowuje suwerenność blogera, nie wchodzi z butami do jego świata, ale puka oczekując na zaproszenie. Nie daje obietnic bez pokrycia, traktuje jak partnera. Pyta, dyskutuje, bada opinie, a nie narzuca.
    W tych relacjach nie ma miejsca na ściemę.

    Permalink · 24.11.2009, 13:21
  26. Julia

    Ilona, generalnie zgoda, ale z pespektywy blogera: jak słyszę „Dobry marketer/pracownik PR [..] współtworzy [treści] razem z [blogerem].” to dostaję lekkich drgawek. Jako bloger nie wyobrażam sobie, żebym miała pozwolić komuś z zewnątrz chociażby współtworzyć moje treści. Być może źle Cię zrozumiałam (jeśłi tak, to daj znać:), ale dla mnie współtworzenie contentu z marketerem czy PR-owcem to absolutne no-way.

    Permalink · 24.11.2009, 14:43
  27. Ilona

    @Julia – również nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy marketer/pr-owiec tworzy dla blogera notkę na temat jakiegoś produktu i narzuca mu jej publikację na blogu. Lincz ze strony blogosfery gwarantowany. Jak wspomniałam – dobry marketer/pr-owiec z butami na cudzego bloga nie wchodzi, nie narzuca, nie wciska, nie ściemnia. Pisząc „współtworzenie treści” miałam na myśli np. pozyskanie opinii do artykułu, wywiadu na temat jakiejś akcji, czy produktu, patronowanie jakiejś akcji, wspólne zorganizowanie konkursu dla czytelników (przy czym bloger ma suwerenność co do wyboru jego formy i treści, a firma funduje nagrody), itp. – oczywiście wszystko zgodnie z charakterem bloga, zainteresowaniami i poglądami blogera.

    Permalink · 24.11.2009, 16:08
  28. bloo.

    ja np. zgodziłam się na kampanię ( tekstową ) Garniera .. nie widzę w niej nic złego, jeżeli ktoś nie chce niech nie komentuje .. Generalnie tematyka zbliżona , na tekst sponsorowany typu narty czy rekalama dachów bym się nie zgodziła – wiadomo ;)

    tak czy owak to nie zmienia faktu, że zaraz po takim tekście dodaje post z zestawem .. więc nie zaniedbuje swoich czytelników .. i w żaden sposób nie zmieniam siebie :) że liczy się kasa i reklamy .. własnie nie :) wszystko z umiarem .. teraz mam na stronie 4 reklamy .. nie wiem czy to nie za duzo .. narazie mam wysokie statystyki osób odwiedzających , jeszcze nikt mi nie napisał , że przesadzam jak kiedyś się zdarzyło na 1 blogu ;)

    WSZYSTKO POD KONTORLĄ :)) ..

    Permalink · 25.11.2009, 13:20
  29. Julia

    @Ilona, ok, w takim razie nie do końca Cię zrozumiałam. Moim zdaniem rola marketera powinna sprowadzać się do dostarczenia blogerowi takich bodźców, po których powstanie fajna notka. To może być udział w ciekawej imprezie (vide Lula Swap i Szafiarki), jakieś dopasowane tematycznie do bloga testy produktów, itp. Czyli właściwie tak, jak napisałaś:)

    Permalink · 25.11.2009, 16:15
  30. Jarosław Zieliński

    Racja, bodźce są dobre, informacje jeszcze bardziej (oraz materiał multimedialny), propozycje udziału w imprezach czy wywiady też.

    A co na przykład sądzicie o wysłaniu bezzwrotnym książki do recenzji? Czy to bodziec czy już korupcja? :)

    Permalink · 29.11.2009, 19:52
  31. Julia

    @Jarosław Imho to nie żadna korupcja – chyba, że w książce jest koperta, a na kopercie instrukcje dotyczące treści recenzji:)

    Sama jako blogerka często recenzowałam nadesłane przez sklepy produkty i umawiałam się tak, że jeśli produkt uważam za wyłącznie godny zjobania, to po prostu recenzji nie puszczam a produkt oddaję. Natomiast jeśli produkt miał też jakieś swoje plusy, to recenzję starałam się pisać z uwzględnieniem i wad, i zalet opisywanego produktu.

    Permalink · 30.11.2009, 13:20